Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja Warszawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2010

Kulinarna Warszawa - chroń bary mleczne, patrioto!

Na początku mały test. Czy chodzenie do baru mlecznego to dziś:
a. obciach
b. bardzo modne
c. życiowa konieczność
d. nieprzystoi smakoszowi
e. pozostałość po PRL-owskiej kulturze gastronomicznej.

Każdy kto dał odpowiedź a. powinien przeczytać ten materiał, każdy kto dał odpowiedź b. powinien przeczytać ten materiał. Podobnie jak ci co zakreślili którąś z pozostałych odpowiedzi.

Zacznę od "złych duchów". Bary mleczne, które dzięki filmowi "Miś" kojarzą się z PRL-em powstały znacznie wcześniej. Pierwszy tego typu przybytek na warszawskim Nowym Świecie otworzył jeszcze w XIX wieku (dokładnie w roku 1896) Stanisław Dłużewski. Pomysłodawca barów mlecznych był typowym ziemianinem, hodował bydło mleczne i uprawiał ziemię. Dla zapewnienia zbytu dla swojej produkcji otworzył więc "Mleczarnię Nadświdrzańską". Po I wojnie światowej koncept barów opartych na daniach jarskich, mlecznych i mącznych rozprzestrzenił się na cały kraj. W czasach kryzysu popularność barów mlecznych wzrosła a ceny, skład i wielkość dań były regulowane specjalnymi rozporządzeniami odpowiedniego ministra. Celem było "odpowiednie wykarmienie" społeczeństwa. W latach 50-tych upaństwowionymi barami zarządzało Społem. Wtedy powstała kultowa dziś zastawa stołowa z niebieską obwódką i alumionowe sztućce. Wtedy też w menu pojawiło się piwo. A potem Stanisław Bareia nakręcił równie kultowe sceny z życia baru mlecznego z przełomu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Bary mleczne co warto pamiętać nasz wynalazek w historii gastronomii światowej. Milk Bar to miejsce, które spotkamy zarówno w WB jak i Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Popularne w latach 30-40 tych znikają w zastraszającym tempie z map miast "wykurzone" przez fast foody i centra handlowe. Bary mleczne w dzisiejszej Australii to miejsce na drobne zakupy na prowincji: mleko, lody , cukierki , czekoladę, napoje , gazety , chleb , a czasem małe co nie co. W niektórych podawane są również koktajle mleczne. W Szwecji , mjölkbar jest miejsce, gdzie można dostać napoje mleczne i proste dania barowe.

W barach mlecznych bywają studenci, emeryci, rodzice z dziećmi, pracownicy biurowi, bezrobotni... Przekrój społeczny jak miasto. Idą na pierogi, schabowego czy naleśniki bo "mleczarnie" to prawdziwie ostatnia ostoja taniej, dobrej, domowej kuchni. Wszystkie dania są robione własnoręcznie, żadnych półproduktów czy mięs "nieznanego pochodzenia". Niskie ceny utrzymują dzięki dotacjom państwowym, oszczędnym urządzeniu wnętrza i obsłudze pań w wieku balzakowskim. Mimo niewyględnego wnętrza bary mleczne lepiej przechodzą kontrole sanepidu niż większość smack-barów.

Jak zostają ziemniaki kolejnego dnia na mur beton będą kopytka, pierogi smakują ciut inaczej w zależności kto przygotowywał ciasto i nadzienie. To nie fabryka. W moim ulubionym barze przy AWF-ie panie nie chcą odkładać obiadów do odbioru w weekend, bo tak dużo ludzi składa "zamówienie". Sami kupujemy też pierogi, pakowane luzem w urocze foliowe reklamówki, gdy nie chce mi się robić pierogów samodzielnie. Są najsmaczniejsze i najtańsze ze wszystkich dostępnych i poznanych przeze mnie pierogów domowych na rynku. Do mojego kolejnego ulubionego baru mlecznego Pod Barbakanem ustawiają się po naleśniki z serem kolejki japońskich turystów...

Setka z 40 tysiecy barów mlecznych (dane z lat 60-tych XX wieku) to zakrawa na podjecie działań w celu ochrony tego "gatunku". Niedawna sprawa katowickiej "Europy" to prawdziwie budująca historia. 3,5 tysiąca obywateli złożyło protest pod sprzedażą kamienicy w której ulokowany jest ostatni bar mleczny z 30 letnią historią. Władze miasta chciały sprzedać kamienicę ale bez prawa pierwokupu dla właścicieli baru mlecznego (!) co wywołało prawdziwie patriotyczne ruszenie w obranie dziedzictwa kulturowo-gastronomicznego.

Osobiście sądzę, że tak jak tablicę pamiątkową dostała karczma "Ochota" taką samą powinno się postawić Stanisławowi Dłużewskiemu i jego "Mleczarni" na ulicy Nowy Świat 11.

sobota, 26 czerwca 2010

Moje ulubione miejsca w Warszawie

Magiczna jest kładka nad Górnośląską bo przypomina mi dzieciństwo.
Ulica Bednarska i wejście na Mariensztat potrafi zachwycić.
Urokliwa kawiarnia-herbaciarnia "To lubię" na Freta 10, czyli w wieży przy kościele Św. Jacka.
Nad wyraz magiczna (mimo parkujacych tam samochodów) jest ulica Kozia. Zawsze gdy nią idę przypominają mi się wiersze Skamandrytów. Jest malownicza, urokliwa i przejście nią wypełnia mnie pozytywnymi wibracjami.
Nie zapominam o BUWie - ogród na dachu biblioteki uniwersyteckiej i majowe szaleństwo bzów i magnolii.
Saska Kępa to Misianka w parku Skaryszewskim i spacer Francuską (ale wieczorem gdy nie ma ruchu albo latem)
Arkady Kubickiego, stylowe, kojące i dla mnie bardzo inspirujące i wizyta w Piątej Ćwiartce.

To pierwsze, które mi wpadły na mysl...
Koniecznie odwiedziny w : http://fotoplastikonwarszawski.pl/

wtorek, 22 czerwca 2010

Kulinarna Warszawa - moda na picie wina

Moje ulubione "winne" miejsce właściwie "dojrzewa". Moją ulubioną winiarnią jest Mielżyński. Ale równie chętnie wpadam do Enoteki i Vinares.

U Mielżyńskiego jest odpowiedni klimat. Cudowne otoczenie w postaci urokliwego terenu XIX wiecznej fabryki koronek i prosty ale przyjazny wystrój wnętrza. Do wina podchodzę bardzo impulsywnie. Marketingowo nazwałabym to autorskim wyborem, ale ponieważ w Chinach powiada się, że "wino jest odkrywcą sekretów" zdradzę wam, że decyzję podejmuję bardzo infantylnie. Nie przeszkadzają mi pseudo-koneserzy i lansiarze, rozglądający się po znanych twarzach. Większości ja i tak nie znam tak jak oni mnie, więc możemy w spokoju ducha oddać się płynnej kontemplacji. Hiszpanie powiadają, że "przyjaciele powinni być starzy – wina także", ja więc udaję się tu tylko w wyselekcjonowanym gronie ludzi, bez których nie chciałabym istnieć.

Enoteka jest ogromna, zajmuje przestrzenne piwnice aż ma się obawy czy nie czai się gdzieś bazyliszek... Wnętrze powiedziałabym ... klarowne. Proste i ujmujące. Mnie taka koncepcja winiarni bardzo odpowiada. Umiejscowienie na osi Starówka-Pl.Bankowy na nostalgicznej ulicy Długiej jest doskonałą lokalizacją na winiarnię. Nie zawsze jednak jest dostatecznie dobry wybór win poniżej 70 zł. Ratują się doskonałym talerzem zakąsek a ich parmezan.... niebo.

Vinares ma również dobry adres. Olśniewająca ulica Bednarska. Lokalizacja wprost idealna: do wina i romantycznych spacerów. Stonowana i stylowa. Sam lokal świetnie ulokowany, ale wnętrze tworzy we mnie jakieś dziwne zgrzyty. Tak w pierwszym wrażeniu potem to wszystko układa się w jedną całość. Nowoczesność mebli i barokowe freski. Najważniejsze jednak to świetna selekcja win na bardzo różnych poziomach cenowych.

czwartek, 17 czerwca 2010

Kulinarna Warszawa - Bella Italia ?

Kuchnia wloska ma - moge sie zalozyc - najwieksza reprezentacje w postacji restauracji, barów, lunchowni, ect nie tylko w Warszawie ale i na Świecie. Lubie wloskie klimaty w kuchni i dosc duzo czasu zajelo mi znalezienie najlepszej z mozliwych restauracji wloskich w moim rodzinnym mieście.

We włoskich restauracjach lubię typ lokalu - rodzinnej jadłodajni bardziej niż ekskluzywnego miejsca dla biznesmenów. Taką wlaśnie jest Piccola Italia. Poprostu portal w "czasoprzestrzeni", lokal mieści się w post-peerlowskim budynku a magicznym otwarciem drzwi trafiasz do Wloch. Pasują mi smaki, składniki, zapach potraw. Do tego znany mi z rodzinnych trattorii klimat wnętrza. Przepadam za ich ravioli (z serem gorgonzola, włoskimi orzechami, masłem i szałwia) i penne (z łososiem i włoskimi orzechami). Sprawdzone w każdej sytuacji i zawsze dobre to dla mnie spaghetti alla puttanesca oraz tagliatelle szpinakowe w sosie z 4 serów. Mimo, że jestem pasta-żercą to przyznaję, że mają dobrą selekcję dań głównych. Polędwica wołowa w sosie z zielonego pieprzu pyszna. A polędwicą wieprzową w sosie porto z orzechami włoskimi hm...rewelacja?

Dobry "włoskim" adresem jest też Il Caminetto na Saskiej Kępie. Tu podobnie wchodzi się do post-prl-owskiego budynku (chyba) po paskudnych schodach wprost do klimatycznego wnętrza we włoskim stylu, z kominkiem (bonus na zimne dni:). Mają świetne pasta własnej roboty jak choćby te z ricottą i szpinakiem w sosie pomidorowym z bazylią. Doskonałe warzywa z grilla w oliwie. Lokal ma reprezentować kuchnię Umbrii, ale jest tu dużo propozycji z całych środkowych Włoch. Typowo umbryjskie pasta z ragu fenomenalne. 'Antipasti di Mare' to świetna propozycja bo spora ilość owoców morza wyjętych w aromatycznej oliwie. Przepyszne 'Ravioloni Tartufati', dla truflowych smaków warto się na nie skusić.

Nie mogę nie wspomnieć o Chianti z ulicy Foksal. Lokalizacja w centrum centrum i kulturalnie i gastronomicznie. Wnętrze jest przesiąknięte "włoszczyzną", bardzo miła i nieprzypadkowa obsługa, ogromne grono stałych bywalców i dobra, choć niewybitna kuchnia. Ale czy my idziemy do raju czy coś zjeść??? No właśnie! Bezdyskusyjnie dobre Vitello Tonnato i pasta fresca. Perfekcyjna saltimbocca i doskonałe kotlety cielęce z gorgonzolą i mozzarellą udekorowane ugotowanymi na twardo szparagami. Pewniak gdy chcemy kogoś zaprosić na eleganckie ale nie nabzdyczone wyjście z Italią w tle.

Mam w planach wypad do Oregano Odcienie Smaku Restauracja ~ Dom, bo slyszalam o niej duzo dobrych rzeczy. Musze tez zawitac do Boathouse, aby sprawdzić czy zmienila sie od mojego ostatniego pobytu przeszlo dwa lata temu!