RAVIOLI, tą nazwę zna każdy wielbiciel kuchni włoskiej i ... pierogów. Mogą być kwadratowe i prostkątne, okrągłe i owalne to nie ma znaczenia - powiedziała Francesca. Liczy się serce do kuchni i sprawne palce.
Palce Franceski były sprawne i bardzo zgrabne. Zrobiła nimi na moich oczach 120 ravioli bawiąc mnie w tym czasie rozmową. O czym mogą rozmawiać dwie kobiety słabo znające swoje języki (ja włoski, ona polski) oczywiście o kuchni. Na tym polu dogadywać się można równoważnikami zdań, gestami, mlaśnięciami, cmoknięciami i całym wachlarzem smaków.
Upał nieznośny a ja od rana poza kawą jadłam tylko tomato in ripieni. Pomidory owe wydrążone i napełnione pyszną masą z jaj, lokalnego pecorino, przypraw i odrobiną bułki tartej. A potem ... do pieca. Wraz z nadejściem wieczoru poczułam delikatne ukłucia głodu. Poszłam do kuchni, gdzie natknełam się tylko na Francescę. Ta w mig odgadneła mój stan i zaoferowała chrupiące i idealnie cienkie chrupiące pszenne placki zwane carta di musica czyli .. papier muzyczny, kieliszek Vermentino .... oraz opowieść.
Rdzenni mieszkańcy Sardynii z uwagi na konieczność ukrywania się w głębi lądu przed najeżdżającymi regularnie wyspę Rzymianami i Kartagińczykami zamiast opierać swoją dietę na rybach i owocach morza musieli się skupić na wspomnianych wczesniej mięsach. Udoskonalili pieczenie na ruszcie i w ziemi. Ten drugi sposób to: "caraxiu". Mięso umieszcza się w dołku, którego dno wyłożone jest chrustem i ziołami. Potem mięso przykrywa się tym samym i całość podpala. Po upieczeniu mięso owija się gałązkami mirtu by miało lepszy aromat. Dziś oczywiście ryby się jada ale warto spróbować lokalnego homara, który nie ma sobie równych. W białym winie, w pomidorach czy oliwie z cytryną. W każdej wersji wart jest grzechu.
Sardynia ma też swój własny lokalny rodzaj makaronu. Fregola przypomina odrobinę kuskus ale tylko z wyglądu. Podaje się je z duszonymi małżami w winie, pomidorkami cherry i świeżymi ziołami. Na wyspie je się dużo "pasta" najwięcej: spaghetti, maccheroni oraz lokalnych odmian gnocchi i ravioli. Te pierwsze zwane malloreddus i culingiones.
Ravioli znane są na całym półwyspie Apenińskim. Różnią się kształtem, wnętrzem i sosem, którym się je polewa. W Lombardii masłem z szałwią, bardziej na południe w Rzymie sosem pomidorowym a w Bolonii sosem ragu.
"You know sardinian ravioli - culingionis" - Francesca wspiera się czasem kulawą angielszczyzną i przesyła mi kolejny uśmiech znad ręcznej roboty. Zrezygnowała z mojej pomocy, mimo zapewnień, że w lepieniu pierogów jestem dość dobra.
Pradziadowie mojej fascynującej znajomej przybyli podobno na wyspę z Katalonii przeszło 600 lat temu. W pierwszej chwili mam wrażenie, że nie zrozumiałam ale leżący na stole przewodnik natychmiast rozwiewa moje wątpliwości. Katalończycy przybyli tu w 1353 roku i pozostali aż do 1720 roku. Pozostały po nich ślady w języku, architekturze, genach mieszkańców oraz kuchni, oczywiście.
Gdy szykowaliśmy się do kolacji siostra Franceski przyniosła deser - sebadas. Również w temacie pierogowym. Uwierzcie, można zakochać się w tych okrągłe pierożki nadziewanych ricottą, następnie smażonych na oliwie, i skąpanych w miodzie.
Culingionis Sardi
nadzienie:
- 350 g ricotty
- 4 duże żółtka
- 30 posiekanych listków mięty
- sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
- 2 szczypty szafranu
- 170 g drobno zmielona mąka semolina
- 170 g mąki pszennej
- 4 duże białka
- 1 duże jajko
- 1 mała szczypta szafranu
- szczypta soli
- mąka pszenna do podsypania
- 1 kg.dojrzałych podłużnych pomidorów
- sól morska
- garść posiekanych liści natki
- 2 łodygi selera naciowego
- 6 liści bazylii
- pół szklanki dobrej oliwy z oliwek
przygotowanie:
1. Zaczynamy od zrobienia nadzienia wyrzymając ricottę a następnie wkładamy ją do miski.
2. Oddzielamy żółtka od białek. Te drugie pójdą do ciasta na makaron. Żółtka dodajemy do ricotty i mieszamy razem z innymi przyprawami. Sól i pieprz do indywidualnej oceny... czyli "na smak".
3. Przykrywamy nadzienie szmatką i wkładamy do lodówki.
4. Zajmujemy się makaronem. Mąkę układamy w kopiec i w środek dodajemy ubite na pianę białka oraz dodatkowe jajko i przyprawy. Zagniatamy aż ciasto przestanie przywierać nam do palców.
5. Elastyczne ciasto formujemy w idealną kulę i wkładamy do bawełnianej szmatki, odkładając na 30 minut do lodówki.
6. Skoro ciasto odpoczywa my zabieramy się za sos. Blanszujemy pomidory i zdejmujemy z nich skórkę.
Kroimy w 6 i wyrzucamy nasiona.
7. Siekamy natkę, seler i bazylię ale niezbyt drobno.
8. Smażymy na patelni przez 5 minut a następnie dusimy na małym ogniu przez 15 minut.
9. Ciasto przepuszczamy przez maszynkę do makaronu 2 i 3 razy na różnych grubościach aż do uzyskania płatu grubości ok.3mm.
10. Arkusz ciasta makaronowego tniemy na płaty i rozkładamy na stole. Nasze pierogi mają mieć ok.5 cm.
11. Łyżką kładziemy nadzienie w równych odległościach - tworząc małe kopczyki.
12. Przykrywamy drugim płatem szczelnie by "wycisnąć" powietrze.
13. Wycinamy za pomocą noża pojedyńcze culingionis i odkładamy do przeschnięcia (ale nie wyschnięcia~!) na bawełnianą szmatkę, drugą je przykrywając.
14. W dużym garnku gotujemy wodę i lekko ją solimy. Następnie wkładamy pierogi partiami i gotujemy ok.2,5 minuty. Wykładamy na talerze i polewamy sosem. Następnie posypujemy serem pecorino Sardo i ... podajemy na stół.
Francesca robiła pierożki trochę inaczej - "składała" je w takim kształcie który niestety nie był do powtórzenia....Wygladały trochę jak nasze pierogi ale harmonijka zawijana była bardziej do wewnątrz niż na bok....
