środa, 18 maja 2011

Viva la Pasta! Friuri - pasta e salami ?!!



fot. Marcok di it.wikipedia, Wikimedia Commons

Znajoma Włoszka Klaudia twierdziła, że prawdziwa Italia zaczyna się najwcześniej od Toskanii. Trudno się było jej dziwić jako rodowitej Rzymiance. Dla mnie jednak granica Włoch to pierwsza kawa w Udine. Caludia miała jednak trochę racji, bo Friuri to mało ”włoski” region. Włoski w wydaniu, który znamy ze stereotypów. To prawdziwy kocioł kulturowy, gdzie dzisiejsze Friuri ukształtowali Rzymianie, Wenecjanie i Habsburgowie. Ale nie tylko. Widać to oczywiście najlepiej na „talerzu”. Pizza jest tu równie „przyjezdna”, co u nas. Tutaj króluje polenta, jota, frico z serem Montasio, domowe lody z oliwą i grappa.
Śniadania są po austryjacku pożywne, obiad stoi nie rzadko gulaszem w stylu rzekłabym węgierskim. A na deser nie zaproponują tiramisu tylko strudel.

Zaledwie 60 km od granicy z Austrią. Po męczącej podróży samochodem, krótka wycieczka do Udane. Pierwsza kawa, oczywiście Illy i pierwsze śniadanie: kanapka z prosciutto di San Daniele. Smak, którego nie da się zapomnieć. Uroczy Piazza Liberta, przez mój przewodnik określany jednym ze 100 najpiękniejszych placów w całych Włoszech.

Jest jeszcze jedno skojarzenie z tym regionem, wieloznaczne i frapujące. To nazwisko Piera Paola Pasoliniego, poety i reżysera filmowego, mocno związanego z miasteczkiem Casarsia, niedaleko Udine. Większość osób pamięta go jako obrazoburczego reżysera Opowieści kanterberyjskie czy Dekamerona. Jednak w kinie debiutował dopiero w wieku 40 lat. Pierwszy wiersz napisał mając lat siedem, a publikacji doczekał się jako 19-latek. Co ciekawe pisał w lokalnym języku friulskim, którego nauczył się jedynie po to by …pisać wiersze. Był też pierwszym poetą publikującym po friulsku.

Tajemnica

Ośmielam się podnieść wzrok
ponad suche wierzchołki drzew,
nie widzę Boga, ale jego światłość
olśniewa wszystko.

Ze wszystkich rzeczy wiem jedno,
co moje serce czuje:
jestem młody, żywy, samotny,
a moje ciało zużywa się.

Wkrótce zasnę w wysokich trawach
na brzegu rzeki, pod nagimi
drzewami, wtedy wzniosę się w chmury
aby żyć bez młodości.

Pier Paolo Pasolini, Casarsa, Sierpień 1945

Trudno jest, więc mi zaproponować makaron równie wielowymiarowego co prostego, równie wielokulturowego co bardzo regionalny. Wybrałam ostatecznie: Pasta al sugo di Rosmarino e Salame. Organiczny w duchu Pasoliniego i bardzo smaczny..




Wstawiam wodę na makaron w wygodnym garnku. Na patelni smażę, we współpracy z oliwą (mam pyszną z Apuli) posiekany czosnek (4-5 ząbków) oraz jedną równie drobno posiekaną cebulę. Starannie mieszam, aby nie przypalić przez ok.2-3 minuty. Następnie dodaję słoik pokrojonych pomidorów, które robiłam jesienią. Wrzucam ok.20 pokrojonych na wąskie paski plasterków salami i 3 gałązki rozmarynu (same listki). Całość duszę przez ok.8 minut. Dodaję ¼ szklanki czerwonego wina na kolejne 4 minuty. A w tym czasie solę wodę i wrzucam makaron. Drobno siekam po połowie pęczka: pietruszki, bazylii, szałwi. Na talerzu doprawiam świeżo zmielonym pieprzem. Posypuję ziołami. Trę Romano, każdemu wg. upodobań. Ach, chyba nie napisałam, jaki makaron będzie najlepszy. Cóż, „lokalni” sugerują wybrać ulubiony z pomiędzy farfalle, penne Rigate, orechiette lub fusilli. Mnie zauroczyło połączenie z „kokardkami”.

• jota - zupa fasolowa pikantna ze smażonym boczkiem i kiszoną kapustą.
• Rico – serowy placek smażony razem z ziemniakami w plastry i cebulą.