sobota, 12 czerwca 2010

Viva la Pasta! Aglio e Olio di Abruzzo


Aglio e Olio to tradycyjne włoskie danie rustica cucina. To jeden z tych prostych, rzecz by można prostackich (ale tak powiedział by tylko ostatni cymbał) przepisów dzięki którym człowiek rozumie sens życia w braku skomplikowania. Trochę to ups...zakręciłam. Dla mnie to przykład idealny wyższości kuchni włoskiej nad francuską. Dla mnie! Podkreslam i nie chcę tu dyskutować o moim światopoglądzie kulinarnym. Nie tutaj i nie teraz. Jeszcze...

Jedziemy w kiedunku najlepszych wytwórni win w okolicy. Bo pierwsze skojarzenie z regionem to Montepulciano d’Abruzzo. Wino, które przez lata bylo tlem dla chianti, teraz zaczyna nabierać rumieńców. Coraz więcej osób docenia jego miękkosć, intensywnosć, ciepłą kolorystykę rubinu z refleksami w fiolkach lub fioletach. Czuć w nim zapach wilgotnego lasu i czystej organicznej gleby. Jedziemy więc na spotkanie z najlepszymi. Zwiedzamy Illuminati, Valentini, Chiuse Grande a na koniec zostawiamy sobie kameralną kantynę Pasetti z Francavilly. Winnice dzierżawione pod ich winogrona polożone są doć wysoko bo między 400 a 550 m n.p.m. Mocne górskie wiatry nie dają im odpocząć a slońce na zmianę ze skokami temperatury dopieszczają je w smaku i aromacie. Kupujemy kilka butelek Montepulciano d’Abruzzo Tenuta di Testarossa (czyli czerwony kapturek) i Montepulciano d’Abruzzo Harimann i ruszamy w dalszą drogę. Niestety zmęczenie daje znać o sobie, gubimy drogę. Ja na mapie a auto na gps. Ale droga jest dalej więc jedziemy. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do malego miasteczka, może już wioski. Jestesmy okropnie glodni więc zatrzymujemy się przy pierwszej trattorii. Jedynej w okolicy. Charakterystyczna wloszka za kontuarem, autochtoni przy stolikach. Coż widać, że jestemy z innej bajki. Turysci... Sama się tego wstydzę. Sytuację rozbraja Panna O, żądając klusek. "Pasta i basta" - rozsmiesza wszystkich obecnych i powietrze robi się lżejsze. Wymiana usmiechów i już jestesmy bliżej jedzenia. Dowiadujemy się, że mają kuchnię lokalną, więc zamawiamy pasta di Aglio e Olio. W Abruzzo tradycja nakazuje podawać Aglio e Olio z fettuccine a dopiero na drugim miejscu jest spaghetti, jednak Panna O prosi spaghetti i ... nie ma mowy o jakichkolwiek negocjacjach. Za chwilę dochodzi do nas aksamitny zapach oliwy, mocny aromat czosnku. Na stole przed nami stają talerze z pasta. Ten rodzaj przygotowania makaronu obnaża wszystkie niedoskonalosci skladników, tu nie ma mowy o "zastępstwie" tylko najlepsze i najswieższe wygrywają. Wyciągamy z samochodu butelkę "czerwonego kapturka z montepulciano" i spędzamy uroczy wieczór z dala od turystycznych szlaków ale blisko prawdziwego życia.

"Midnight Pasta" czyli Aglio e Olio

1/2 opakowania spaghetti
1 / 4 szklanki oliwy z oliwek
6 ząbków czosnku
1 - 2 peperoncino oczywiscie świeże
1 / 4 szklanki posiekanej pietruszki
2 łyżeczki płatków czerwonej papryki chile

Wstawiamy wodę na spaghetti. Oliwę wlewamy do dużego rondla i stawiamy na srednim ogniu, dodajemy rozmiażdżony czosnek i pokrojone w talarki peperoncino. Gdy makaron jest gotowy odlewamy go i wrzucamy do niego oliwę z dodatkami posypując natką. Następnie przekladamy na talerze i posypujemy pieprzem i platkami chilli.

Nazywany "midnight pasta" bo to idelne danie do przygotowania o pólnocy dla niezapowiedzianych gosci. Jest to makaron który nawet najbardziej konserwatywny "Mama's Boy" czyli typowy włoch jest w stanie przygotować.

Dobry Boże, kocham włoskie jedzenie. To ono między innymi czyni mnie szczęśliwą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz