środa, 19 maja 2010

Viva la Pasta! Gnocchi e salsa di noci....


Piemont, piemonte, uwielbiam brzmienie włoskich nazw miast i regionów. Są esencjonalne, zmysłowe i bardzo gastronomiczne. Nieprawdaż? Słowa z których połączenia powstała nazwa regionu to:"piedi" czyli "stopa" i "montania" oznaczające "góry". Malownicze krajobrazy, żyzne tereny, bogate miasta. PIE-MONTE. Stopy morza u podnóża Alp. Kuchnia tego regionu to genialne połączenie prostoty chłopskiej michy i bogactwo "pańskiego talerza" z mocnym akcentem francuskiej okupacji w XIX wieku. Nie jest to region w którym dominuje "pasta". O nie! Tu rządzi "risotto". Doskonała ricotta, gorgonzola, delikatne białe trufle, dziczyzna i perfekcyjne wino. Wino z odmian winorośli endemicznym dla tego regionu: Dolcetto, Freisa, Grignolino, Arneis i Nebbiolo. Tu bogiem jest Barolo, królem Barbera, diukiem Barbaresco a aniołem Dolcetto.

I tylko pozostaje zdecydowanie się, gdzie tu coś ugotować? Hm.. Waham się przy dwóch urokliwych miasteczkach:Biella i Verbania. To drugie przecudnie położone na jeziorem Magiore, tak że wydaje się być nim otulone z trzech stron. Nasz wybór pada na Biella, mniej zjawiskowe ale nie mniej intrygujące. Usytuowane około 80 km na północny wschód od Turynu i tyleż samo na północny zachód od Mediolanu. Taka matematyczna precyzja w geografi musi znaczyć: COŚ. W Biella jest Sanktuarium Oropa na świętej górze, od 2003 roku wprowadzone na listę Światowego Dziedzictwa przez UNESCO. Mamy aparament na ostatnim piętrze średniowiecznej kamienicy z widokiem na zabytkową Chrzcielnicę. Gdy moja rodzina idzie na rekonesans po okolicy ja przygotowuję "pasta". Jak wcześniej wspomniałam trudno znaleźć typowy i popularny makaron w Piemoncie "Krainie Risotto", udaje mi się jednak wpaść na trop czegoś ciekawego. Gnocchi e salsa di noci.

Gnocchi to coś jak nasze kopytka. To tak w dużym uproszczeniu. Smakowo chyba bliżej im do śląskich kluseczek. Biorę więc 1 kg mączystych ziemniaków, ugotowanych wczesniej w mundurkach. Wystudzone ale nie zimne i obrane przeciskam przez prasę. Dodaję 25 dkg. mąki (15 dkg gryczanej i 10 dkg pszennej), 2 szczypty soli i wyrabiam na aksamitne ciasto. Można dodać jajko ale trzeba pamiętać, że dzięki temu składnikowi kluseczki stają się twarde. Tak więc kwestia wyboru. Ja zrobiam je bez ale z odrobiną doskonałego i prawdziwego masła maślanego. Wyrobionemu ciastu pozwalam na chwilke odetchnąć. W tym czasie otwieram sobie wino. Rustykalna Barbera pasuje do mojego nastroju więc delektuje się widokiem z okna popijając wino z kilkoma oliwkami. Następnie tnę ciasto na małe ok.2 cm wałeczki i na górze przyciskam widelec, tak by otrzymały typowy dla gnocchi kształt. W tym czasie moja rodzina wraca i opowiada mi o urokach miasteczka. W dużym garze wrze woda, dodaję 2 łyżki soli i trochę oliwy. Wrzucam kluseczki i zabieram się do robienia sosu. W małym rondelku zagotowuję przyniesioną przez Pannę O. słodką śmietankę - 250 ml.
W tym czasie Ukochany rozdrabnia w moździerzu orzechy włoskie i piniowe. Tych pierwszych ok. 1,5 garści a pinni 3-4 łyżki. Odcedzam gnocchi. Kroję drobno pęczek natki i 1 ząbek aromatycznego czosnku. Dodaję do moździerza. Najważniejsze w sosie jest dobre połączenie śmietanki z mieszanką orzechowo-ziołową. Całość najlepiej zmiksować na jedwabiście gładko. Dodaję sól i pieprz do smaku. W misce mieszam kluseczki z sosem, posypuję parmezanem. Mój Ukochany polewa jeszcze całość roztopionymi 3 łyzkami masła, bo tak poleciła mu "pani ze straganu" gdzie robili zakupy.

Po jedzeniu i krótkim odpoczynku idziemy zobaczyć katedrę. Wnętrze tego miejsca onieśmiela. Jest doskonałe, doskonałością nie do wyrażenia słowami. Milcząc, siadamy w ławkach i napawamy się sąsiedztwem aniołów i świętych.
Potem idziemy za nimi na antipasti do pobliskiej knajpki. Bo Antipasti jest bardzo charakterystyczne dla kuchni Piemontu, uwielbiamy tapas więc obietnica dwudziestu-kilku odmian antipasti musi skusić. Butelka Barbaresco i obietnica drugiej ale Barolo odciągnełaby samego Św.Piotra od bram raju....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz