sobota, 6 lutego 2010

Viva pasta! Alfredo Fettucine


Kontynuując wyprawę kulinarną po Italii tropem makaronów postanowiliśmy wpaść na obiad do Rzymu.

Z wachlarza pasta, które oferuje lokalna kuchnia miałam poważny kłopot co wybrać. Wstążki Alfreda wygrały z Penne alla vodka i Spaghetti cacio e pepe (z czarnym pieprzem i pecorino)oraz All'arrabbiata penne (hot chilli, czosnek, pomidory.

Wygrały bo po pierwsze FETTUCCINE czyli płaskie, wąskie wstążki które bardzo lubię pochodzą właśnie z Rzymu. A po drugie pomysł na sos powstał również w Wiecznym Mieście. Pierwszy właściciel restauracji Alfredo Di Lelio, stworzył to danie dla swojej żony, która w ciąży miała ogromny apetyt (!). Ponieważ receptura przez lata była tajemnicą, krążyły opowieści na temat jej przygotowania. Podejrzewano, że lekkość i kremowy smak zawdzięcza odrobinie oliwy podanej do makaronu lub że był on gotowany w mleku. Oczywiście najważniejsza okazała się jakość używanych składników. Perfekcyjny smak sera i doskonała mąka na fettuccine są kluczem do sukcesu. Najważniejsze by użyć pasta fresca, bo zwykły (suszony) makaron nie odda zamierzonego efektu. Ja używam pasta fresca dostepnego w Macro, tam również tym razem zaopatruję się w parmezan.

All'Alfredo Fettuccine

Przygotowuję garnek na tyle duży aby pomieścić w końcowej fazie wszystkie składniki. Nie jest to łatwe bo garnkowego raju u mnie. Topię 8 łyżek masła (wcześniej trzymanego w temperaturze pokojowej). Powoli dodaję 1/2 szklanki 40% śmietany od pana Ziembińskiego z Secymina Nowego. Zapomniałam powiedzieć, że śmietana powinna być wcześniej lekko ubita. Cały czas na bardzo malym ogniu ubijam skladniki w garnku (nie za bardzo ekspresyjnie) i dodaję powoli ser 1 / 2 filiżanki świeżo startego Parmigiano Reggiano. To również w temperaturze pokojowej. Cały czas mieszając drugą parą rąk nastawiam gar na fettucine, gdy woda wrze wrzucam na 2 minuty makaron (ok.30 dkg) i dodaję 1 łyżkę oliwy z oliwek. Do sosu dodaję pozostałą 1/2 filizanki śmietany. Cały czas ubijam dodając sól i pieprz po szczypcie do smaku. Następnie wspomnianą wcześniej drugą parą rąk odlewam makaron i dobrze odsączam a następnie wrzucam go do garnka z sosem. Ważne by nie było ani krzty wody w makaronie. Podawaję natychmiast po zrobieniu gdy cała rodzina siedzi i wpatruje się we mnie jak stado wygłodniałych kojotów.

Patrzę przez okno na kopułę Bazyliki Św. Piotra. Oszałamiające wrażenie alejednak wybieram inne miejsce. Z talerzami fettucine siadamy na Campo dei Fiori. Recytuję słowa Miłosza
"W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini."


Nad nami postać Giordano Bruno, spalonego na tym placu za "wolność wypowiedzi". Stragany kwiatów, owoców i warzyw, feria zapachów i kolorów. Moj Ukochany przynosi butelkę Frascati od pobliskiego winiarza. Piję to wino o lekko złocistej barwie i pełnym smaku. Dociera do mnie naturalność Rzymu, jego żywotność mimo ciężaru czasu i historii. Prawdziwa cnota miasta: Wieczność.

1 komentarz:

  1. Doszliśmy do wniosku, że pasta w wersji tradycyjnej są dla nas niewystarczające smakowo. W przyszłości będziemy robić je robić stawiając jednocześnie na stole do wyboru: rucolę, wędzonego łososia i prosciutto w cieniutkich wstążkach

    OdpowiedzUsuń