poniedziałek, 15 lutego 2010

Viva la Pasta! Spaghetti a la puttanesca


Jedną z zup mojego dzieciństwa jest zupa neapolitańska, oczywistością więc był kierunek następnej wyprawy "makaronowej". Neapol. Miasto, którego strach się bać gdy czytaliśmy lub / i widzieliśmy Gamorrę. Miasto o którym krąży opinia "zobaczyć Neapol i umrzeć". Przedmieścia rzeczywiście nie odbiegają od wyobrażeń o piekle. Koszmarne blokowiska, przemoc rozpychająca się na każdej ulicy. A wewnątrz? Piaza Dante, Kościól San Francesco di Paola, Santa Teresa di Chiaia. Boski dotyk architektury. To zrozumiałe, że tu "urodził" sie przepis na spaghetti "panienek lekkich obyczajów". Wolę tak je nazwać bo tłumaczenie "kurtyzan" mi nie odpowiada a przełożenie zbyt dosłowne nie mieści się w kanonie grzecznych wyrażeń. W kuchni neapolitańskiej pasta królują. Popularne sa zarówno spaghetti jak i linguine, ziti, paccheri. Raczej makarony długie i duże królują w tej części "buta" apenińskiego. Postanawiam zrobić puttanesca bo kojarzy mi się z tym miastem również smakowo. Pikanty to w przenośni nieprzyzwoity. Ta urocza gra słów... Podobno danie było proste, szybkie i tanie dzięki czemu wyżej wspomniane Panie mogły je przyrządzać pomiędzy klientami.

Słucham Pavarottiego, kroję 2 małe, czerwone papryczki chilli i wrzucam je na rozgrzaną oliwę (może być Monini lub ALCE NERO-Bio), potem 1 drobno pokrojoną cebulę i 4 ząbki czosnku pokrojone tymrazem w plasterki i natkę pietruszki jakieś 2-3 łyżki. Chwilę potem anchois, jakieś 10 sardeli. Trzymam to na bardzo małym ogniu bo zbyt usmażony czosnek nabiera koszmarnej goryczy i wtedy wszystko stracone. Dodaję pomidory 2 puszki. Preferuję Cirio, całe bez skórki i same je kroję na cząstki. Przykrywam tak by cały aromat nie uciekł i trzymam na bardzo małym ogniu przez 4-5 minut. Potem dodaję 1/2 szklanki kaparów i pokrojone w dość duże plasterki oliwki czarne z Gaeta. Dusimy około 10 minut. Finalizujemy temat świeżo mielonym czarnym pieprzem. Zapomniałam wspomnieć, że po dodaniu kaparów i oliwek nastawiamy gar wody na makaron. Spaghetti gotuję al dente, czyli o 2 minuty której niż na opakowaniu. Chyba to już wcześniej pisałam :)Wrzucam makaron - dobrze odsączony - do sosu. Podaję ze świeżo ztartym parmezanem.

Gdy jem, mówię Ukochanemu, o refleksji na temat sosu. Słony, ostry i bardzo pachnący. Jak zapach spracowanej imienniczki potrawy. Siedzimy gdzieś pomiędzy Piazza Garibaldi a Via Toledo. Jest spokojnie, prawie prowincjonalnie. Postanawiamy zaraz po jedzeniu pojechać na wyspę romantyków. Capri. Uciec od zgiełku Neapolu. Zaszyć się na urokliwej plaży, sielankowej i urokliwej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz